Opowiem Wam część IV- ostatnia

wtorek, października 18, 2016

Uwierzyłam i na własnej skórze poczułam miłość od pierwszego wejrzenia. W moim życiu zapisały się cudowne wspomnienia, które są dla mnie doświadczeniem na całe życie.


Po roku wracam do ciebie z ostatnią częścią opowiadania. Opowiadam ci prawdziwą historię. Historię dwojga ludzi, których połączyła prawdziwa miłość mimo napotykanych przeszkód. Opowiadanie zostało podzielone na 4 części. Pierwsza część TU, druga TU oraz trzecia część do przeczytania TU.

13 stycznia 2012- piątek

Noc spędziłam z nim. Całą noc rozmawialiśmy. Gdy rano otworzyłam oczy, byłam sama. Słyszałam jedynie cichy chód w kuchni i zapach porannej kawy. Spojrzałam na telefon i zorientowałam się, która godzina. Miałam jeszcze 2 godziny, aby rozpocząć prace. Na moim palcu cały czas znajdował się pierścionek zaręczynowy.  Spędziłam noc z mężczyzną, który pojawił się w moim życiu tak nagle i wniósł tyle radości i prawdziwej miłości, której brakowało mi zawsze. Dla niego dzień wcześniej zostawiłam swój dom, rodzinę i narzeczonego. Nigdy tego nie żałowałam...

Wypiłam ciepłą herbatę, spakowałam swoje rzeczy i poprosiłam Marka o odwiezienie do pracy. W drodze dostałam kilka przykrych sms-ów oraz odebrałam telefon. Zadzwoniła moja mama, która dopiero rano odważyła się zadzwonić. Dostałam polecenie, które miało na celu zrujnować moje szczęście i szczęście człowieka, który był mi bliski. Już wtedy nie wiedziałam jak mam mu powiedzieć, że to wszystko zaszło tak daleko, a moja rodzina nie potrafi tego zaakceptować i nigdy nie będzie tak jak byśmy tego chcieli. Wtedy też nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo, ranię go mówiąc, że boje się opinii swojej rodziny i to dla nich muszę zakończyć to wszystko, co nas połączyło. Jak przekazać komuś, kto pokochał Cię od pierwszego wejrzenia, że jesteś zmuszona zakończyć związek i nie dać szansy na dalszy jej rozwój. Jak w tym wszystkim znaleźć miejsce dla kogoś, kto jest ci już obojętny?

Po rozmowie z mamą byłam roztrzęsiona i zanim dojechałam do pracy, musiałam to z siebie wyrzucić. Musiałam się pożegnać i prosić o czas. Czas, który w ogóle nie był mi potrzebny. Wiedziałam, co chce dalej zrobić i jak żyć. Chciałam zaryzykować i już wtedy stworzyć związek z mężczyzną, który był dla mnie wszystkim. Poprosiłam o czas i przeprosiłam. Wysiadając z samochodu, nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego sensownego słowa. Nic nie było w stanie opanować tego wewnętrznego bólu, smutku i porażki.
Przez cały dzień mój telefon milczał. Poprosiłam o wycofanie się i czas. Sama w to nie wierzyłam, ale wtedy uwierzyłam rodzinie, która na siłę chciała mnie uszczęśliwić.

14-16 stycznia

3 dni bez jego głosu, zapachu i dotyku. Te dni przyniosły mi dużo cierpienia i narzucania miłości drugiej osoby, do której absolutnie nic nie czułam. Nie chciałam jego obecności, jego wzroku i przysięgi, że się zmieni i uda mi się na nowo go pokochać. Nie chciałam nikogo, żadnych obietnic i pieprzonych rozmów. Wtedy miałam żal do samej siebie, żałowałam, że ten 7 grudnia się wydarzył.

Cały czas widziałam jego roześmianą twarz i ten blask w oku, gdy tylko mogliśmy spędzić ze sobą czas. Słyszałam jego spokojny głos, czułość w głosie i zapach. Przez te kilka dni nie słuchałam radia. Wówczas piosenka, która była nie tylko hitem w radiu była również naszym hitem, była dla mnie ciosem, który powodował jedynie morze łez. Na sam dźwięk wracały wszystkie wspomnienia i ta okropna tęsknota i miłość. Cieszyłam się, gdy w poniedziałek wracałam do pracy, aby zabić myśli i zająć się swoimi obowiązkami. W międzyczasie spoglądałam na telefon, który przepełniony był sms-ami, ale nie od niego. Momentami miałam żal i myśl, że może nie jestem dla niego tak ważna, jak zapewniał skoro w ogóle się nie odzywa. Z drugiej strony przecież prosiłam go o ten spokój i brak kontaktu. Uszanował to.

Tego dnia byłam kontrolowana. Kontrolowana w pracy na każdy możliwy sposób. Odwiedziny w pracy, wiadomości co kilka minut i podejrzenia, gdy za długo nie odpisywałam. W tym wszystkim brakowało mi odwiedzin i sms-ów kogoś zupełnie innego. Kogoś, kto był dla mnie ważny, a nawet najważniejszy.
Chwilę przed zakończeniem pracy dostałam sms-a. Prosty teks i kilka ciepłych słów- od niego. Ta wiadomość dodała mi skrzydeł. Wiedziałam, że faktyczne nie tylko ja bardzo to przeżywam i nasza historia nigdy się nie skończy. Połączyło nas coś niesamowitego i nic nie jest w stanie tego zniszczyć. Nawet ta cisza, która była jedną wielką męczarnią...

18 stycznia

Spotkaliśmy się na chwile. Rozmawialiśmy, trzymaliśmy się za ręce i czuliśmy te niesamowite napięcie. Dziś nie potrafię sobie przypomnieć, jak udało się nam spotkać i spędzić kilka chwil razem. Wiem, że każdy z nas miał już dość tego ciągłego zawirowania, niepewności i pustych dni. Tego udawania, że będzie dobrze i jakoś wszystko się ułoży. W tym wszystkim jednak szukaliśmy swojego szczęścia. W środę dowiedziałam się, że nasze uczucie i znajomość zostaje wystawione na próbę. Prawdziwą próbę czasu. Za kilka dni Marek wyjeżdżał do Włoch, nie było odwrotu. To był czas, dzięki któremu chcieliśmy zrozumieć czy to wszystko ma sens, a my jesteśmy gotowi na wieczną walkę. Chcieliśmy docenić dzień, w którym wszystko się zaczęło i mieć dwa wyjścia. Zakończyć wszystko i jak najszybciej zapomnieć bądź zrobić wszystko by pokazać całemu światu, że to, co nas połączyło, jest prawdziwe i tylko nasze. Doskonale wiedzieliśmy, że wszystko może się wydarzyć. Podjęliśmy decyzję, że musimy spróbować żyć tak jak dawniej, bez kontaktu. Dać szanse dawnemu życiu i rzucić się w wir obowiązków i naprawiania błędów. Jeszcze wtedy nie byłam do końca przekonana czy walczyć o tę miłość, czy jednak spróbować pokochać na nowo, mężczyznę, za którego w czerwcu miałam wyjść za mąż. Ja zostałam z kimś, kto lada moment miał zostać moim mężem i rodziną, która bała się mnie wspierać. On zabrał swój cały sprzęt i siedem dni spędził na stoku gór.

20 styczenia

Dzięki zapisanym kartkom w swoim pamiętniku mogę cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie dokładną godzinę, gdy musieliśmy się rozstać. Dzieliły nas setki tysięcy kilometrów, a w powietrzu żal i smutek. Ja w tamtym czasie czułam strach, że nie podołam i cały ten piękny czas będzie tylko niesamowitym przeżyciem i cudownym doświadczeniem. Panicznie bałam się i nie wyobrażałam sobie, że być może będę musiała wrócić do rzeczywistości, zapomnieć i żyć dalej jakby nic się nigdy nie wydarzyło. Czułam się jakby moje dalsze życie było uzależnione od tego, co wydarzy się podczas tej rozłąki. Przez myśl przechodziło mi, że może warto wyciszyć swoje myśli, spróbować dać szansę i naprawić dziurę w sercu. Z drugiej strony wiedziałam, że przeszliśmy już kilka rozstań i cały czas wracaliśmy do siebie jak bumerang. 
O 13.20 w czwartek pożegnaliśmy się sms-em. Chcieliśmy spróbować naprawdę się wyciszyć i dać sobie trochę luzu. Pomyśleć, racjonalnie pomyśleć o przyszłości. Po drugie zdawaliśmy sobie sprawę, że ciągły kontakt nie polepszy sprawy, a rachunki za telefon będą kolosalnie wysokie. Plan był taki: ograniczamy kontakt i po powrocie cała sprawa sama się wyjaśni. 

Już tego samego dnia późnym wieczorem odczytywałam setki sms-ów, które pisane były pod wpływem małego znieczulenia. Już wtedy robiłam dobrą minę do zlej gry i udawałam przed wszystkimi, że ten wyjazd na pewno pomoże mi wrócić do swojego wcześniejszego życia. Nic z tych rzeczy...

21-25 stycznia

Zazdrościłam każdemu, dosłownie każdemu, kto miał możliwość spojrzeć w jego oczy, spokojnie go wysłuchać, być przy nim. Zazdrościłam mu tego wyjazdu i żałowałam, że nie zdecydowałam się zaryzykować i wyjechać. 
W tych dniach byłam zamknięta w czterech ścianach pokoju, który odwiedzała moja mama i jeszcze obecny narzeczony, który traktował mnie jak rzecz. Zostałam zamknięta i zmuszona na towarzystwo kogoś kto, zamiast się starać zbliżyć się do mnie i zacząć budować wszystko od nowa ciągle docinał, upokarzał i nie dawał odrobiny bezpieczeństwa. Wyobrażałam sobie, że ten wyjazd sprawi, że ktoś mi bliski będzie przy mnie i w żaden sposób nie sprowokuje do rozmowy o czymś, co już się stało i będzie drążyć temat. Raczej wierzyłam, że pomoże mi to wszystko poukładać i wrócić do normalnego życia. Pomoże się przyzwyczaić i nauczy zrozumieć, że człowiek w swoim życiu napotyka na wiele pięknych i smutnych scenariuszy. Z drugiej strony jak można przyzwyczaić się do miłości? Dziś doskonale wiem jak odróżnić przyzwyczajenie od prawdziwej miłości i ten blask w oku, który się ma o każdej porze dnia. 
Było bardzo ciężko. Ciężko było zrezygnować z czegoś, co jest ważne i najpiękniejsze. Nie chciałam rezygnować i się poddać. Nie chciałam poddać się rodzicom i komuś, kto w pewnym stopniu obrał sobie to jako cel i zacięto walkę. Czułam obrzydliwą pustkę.
Marek przez ten czas był cały czas blisko. Spełniał swoje marzenia daleko ode mnie, jednak cały czas był przy mnie- duchem i sercem. Nie pozwoliliśmy sobie na ograniczony kontakt, nie udało się nam. W miarę możliwości i wtedy, gdy każde z nas poczuło taką potrzebę, kontaktowaliśmy się. 

26 stycznia - rocznica ślubu moich rodziców

Kameralna impreza w gronie najbliższych. Cieszyłam się na taką małą odskocznię tych okropnych dni. Pomyślałam, że towarzystwo osób z rodziny, z którymi lubię przebywać, dobrze mi zrobi i na chwilę zapomnę, że moje życie wywróciło się do góry nogami. Mogłam na chwilę delikatnie się znieczulić i nie spoglądać w twarz faceta, który po tych kilu dniach gdy byliśmy sam na sam, bez rywala całkowicie był mi już obojętny. Po wypiciu kilku kolorowych drinków za zdrowie moich rodziców byłam odważniejsza w słowach. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, gdy w głowie zapaliła mi się zielona lampa, że to wspaniały moment, aby powiedzieć co czuję. Wszystkim bez wyjątku. 
Wyrzuciłam z siebie cały gniew i żal, który spowodował, że toast wznosiłam przy boku mężczyzny, który lada moment trzasnął drzwiami mojego domu i wyszedł. Nie pamiętam tylko miny mojej mamy, która później mocno mnie przytuliła i zrozumiała, że w związku, który trwał 5 lat, jestem nieszczęśliwa i muszę coś zmienić. Muszę iść za głosem serca i zawalczyć o swoje szczęście. Zrozumiałam, że to ja jestem jej dzieckiem i to o moje szczęście powinna walczyć. Być blisko i wspierać w miarę możliwości. Po prostu być i nie przeszkadzać. 
Alkohol pomógł mi wykrzyczeć, jak bardzo jest mi źle i nie czuję już nic. Jak bardzo zrozumiałam, że nie będzie żadnego ślubu i nie ma najmniejszego śladu, aby cokolwiek odbudować. Zrozumiałam, że gorzej już być nie może, a nie chciałam do końca życia być z kimś, kto nie potrafił nawet przez chwilę uwierzyć, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. To był mój koniec poukładanego życia i schematu, którym przez większość swojego życia szłam. Tego dnia zdecydowałam się zakończyć swój wieloletni związek i zacząć od nowa. Wiedziałam, że jestem na tyle dojrzała aby wziąć życie w swoje ręce i nigdy tego nie żałować.
Marek wieczorem dostał najbardziej pozytywną wiadomość od początku naszej znajomości i choć twierdzi, że ciężko było go wtedy odczytać poprawnie, był najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem.

27 styczeń

Obudziłam się szczęśliwa. Czułam, że dokonałam czegoś niesamowitego i poczułam ulgę. Byłam z siebie dumna, że w końcu zrobiłam ten najważniejszy krok do przodu. Spoglądając w lustro, widziałam szczęśliwą kobietę. Do powrotu Marka został już tylko jeden dzień. W międzyczasie gdy liczyłam godziny do jego powrotu, spakowałam wszystkie rzeczy, które nie należały już do mnie i chciałam zamknąć pewien rozdział swojego życia.

28 stycznia

Tego dnia obiecałam sobie, że już nigdy nie będę płakać przez faceta. Czułam, że wszystko się poukłada i będziemy mogli stworzyć związek, który będzie idealny. Byłam gotowa na wszystko. Moja mama była spokojna, starała się zrozumieć moją decyzję i być blisko.
Marek wrócił do swojego domu po południu. Już tego samego dnia, wieczorem się spotkaliśmy. Pamiętam, że szykując się na spotkanie, byłam tak podekscytowana, że nic innego się nie liczyło. Moja mama ze spokojem przyglądałam się moim szczęśliwym oczom.
Wieczorem byliśmy już razem. Rozmawialiśmy, cieszyliśmy się swoim towarzystwem i po prostu byliśmy szczęśliwi.
O 5 nad ranem wyszliśmy na spacer. Padał śnieg i było bardzo zimno. Nigdy w życiu nie zapomnę tego wieczoru i spaceru, który nadal pozostaje bezcenny.

Od 28 stycznia 2012 roku dzielę swoje życie z mężczyzną, którego poznałam 7 grudnia 2011 roku. Zostawiłam za sobą przeszłość, zerwałam kontakty z moim niedoszłym narzeczonym i w końcu zaczęłam żyć. Przez te półtora miesiąca musiałam nie tylko walczyć ze swoimi uczuciami, ale również szanować zdanie innych osób. Teraz wiem, że byłam silna i wierzyłam, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko. W tym wszystkim najważniejsza jest miłość.
Dziś jestem żoną, matką dzieci mężczyzny, który jest miłością mojego życia i przyjacielem, na którego mogę liczyć każdego dnia. To dzięki niemu pokochałam życie i spełniam wszystkie swoje marzenia. To on dał mi poczucie bezpieczeństwa, nauczył cierpliwości, zaufania i bezgranicznej miłości.
Ta miłość jest prawdziwa i ta jedyna, na zawsze.
























Przeczytaj również

0 komentarze

Facebook

Prawa autorskie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć i tekstu, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.