Wszystko inne poczeka

piątek, września 23, 2016

Co by się stało, gdybyśmy na parę dni zostawili wszystkie obowiązki, prace, remont domu i wyjechali. Takie pytanie zadawaliśmy sobie przy wieczornej lampce wina....

Wszystko poczeka

Przecież nic się nie stanie, gdy wszystko zostawimy i wyjedziemy na kilka dni. Taka myśl naszła nas w sobotę wieczorem, gdy zmęczeni po całym dniu położyliśmy dzieci spać i wyjęliśmy jedno z najlepszych win. Potrzebowaliśmy tego- potrzebowaliśmy napić się lampki czerwonego wina i przez chwilę się zatrzymać, pomyśleć i odetchnąć. Ostatnio takich wspólnych wieczorów mamy stanowczo za mało. Za mało rozmów i wzajemnego zalotnego uśmiechu, który tak naprawdę nas połączył. Przy natłoku ważnych spraw i  pracy zawodowej wszystko, co ważne musieliśmy odłożyć na bok i skupić się na realizacji naszego największego marzenia, jakim jest dom. Byliśmy świadomi, że remont domu pochłania nie tylko ogrom pieniędzy, czasu, ale również gdzieś w małym stopniu na bok odchodzi prawdziwa codzienność, która często wydaje się nam wszystkim nudna. 

Cieszymy się jak małe dzieci, gdy otwierając drzwi do naszego domu, widzimy kolejne postępy prac. Lubimy razem planować, szukać ciekawych rozwiązań na urządzenie pomieszczeń, robić kolejne zakupy z potrzebnymi produktami. Fajnie jest, budzić się rano i mieć świadomość, że za kilka tygodni będziemy budzić się w nowym miejscu, z nową jeszcze lepszą historią. W tym wszystkim brakuje nam czasu dla siebie. Tęsknię za nim. Nie jestem dzieckiem, i to wcale nie jest tak, że potrzebuję ciągłego wsparcia i obecności drugiej osoby. Brakuję mi codzienności. Takiej naszej. 
Brakuje mi odpoczynku i delikatnego zwolnienia. Chwili dla całej rodziny gdzieś daleko. Wszystko tak szybko się dzieje, że gdybym mogła, zatrzymałabym czas by móc spędzić jeden dzień z moją wspaniałą trójką jak kilka miesięcy temu. Jeden dzień codzienności, bez biegu, pracy i zmęczenia. Wszystko ważne może poczekać...

Zasłużony odpoczynek

Marzę o tym. Marzę o wyjeździe i odpoczynku. Wydawać się może nie jednemu z Was, że trochę przesadzam i nie powinnam myśleć o wyjazdach, tylko cieszyć się, że remontuję swój własny dom. Sama mam momenty, gdy takie myśli mnie dopadają i coś we mnie wtedy pęka. Przecież nie powinnam być zmęczona i  znużona pracą skoro czekałam na ten moment tyle lat. Tyle lat czekaliśmy na ten lepszy start i możliwość inwestycji we własny dom. A jednak momentami jestem zmęczona. Zmęczona tą inną codziennością, pędem i czymś zupełnie innym niż kilka miesięcy wstecz. Rozpiera mnie radość na samą myśl o nowym domu, radości dzieci i tym cudownym klimacie mieszkania poza centrum miasta, jednak gdzieś wkrada się zmęczenie, które bywa na tyle uciążliwe, że przykrywa radość z jednych z najcudowniejszych etapów w naszym życiu.

Czasami mam wrażenie, że to na tyle skomplikowane, że aż śmieszne. Tak sobie w skrycie marzę, żeby spakować walizki, zabrać dzieci, wsiąść do samochodu i wyjechać. Wyjechać na chwilę, spędzić cały dzień w czwórkę, wieczór z mężem i bez natłoku spraw położyć się do dużego, pachnącego pościelą łóżka i spokojnie zasnąć. Obudzić się, bez pośpiechu zjeść śniadanie i odgonić wszystkie smutki. Zrozumieć i zebrać swoje myśli po to, aby takie zmęczenie i chwila zwątpienia już przez długie miesiące nas nie dopadła. Mam wrażenie, że każdy z nas zasłużył na odpoczynek. Ja, dzieci i mój mąż. Ten ciągły bieg sprawia, że jesteśmy wszyscy razem, a jednak gdzieś osobno. W tym całym pędzie dostrzegamy mniej tego, co jest dla nas najważniejsze. Często słyszę gdzieś w żartach, że przy budowie, remoncie domu małżeństwa miewają kryzysy. Te mniejsze i większe. Bywa tak, że dwóje ludzi rozstaję się, jeszcze przed rozpoczęciem wspólnego życia na nowym miejscu. Inne spostrzeżenia, wymiana zdań, brak bliskości, czasu sprawia, że w ciągu tych kilku miesięcy/ lat kochające się osoby, muszą się rozstać. Coś się wypaliło, coś zagasło. Nigdy w życiu, nie chciałabym przeżyć takiego scenariusza. Wiem, że jesteśmy silni i niedługo będę mogła ze szczerym uśmiechem wrócić do tego postu, we własnym gabinecie. Ja to wszystko wiem. Wiem, że jest pięknie, a momentami ciężko. Wiem, że tak musi być i będzie, dopóki nie zakończymy tego etapu. Wiem wszystko, ale czy taki odpoczynek nie odgoniłby ode mnie tych myśli i spowodował, że na nowo uwierzę, że to dzieje się naprawdę, a nasze marzenia zostało zrealizowane? 

To nasza wygrana

Odkąd udało się nam zrealizować swoje marzenia, na które przez parę lat pracowaliśmy, jestem świadoma, że jeszcze bardziej kocham to miejsce, w którym powstał nasz dom. To taka nasza oaza spokoju i przestrzeń, której przez prawie 4 lata nam brakowało. Doceniam każdy pot na czole moje męża, zaangażowanie naszej rodziny, która jak tylko może pomaga w codziennych obowiązkach i pracach na budowie. Wiem, że to wszystko tak samo, jak się zaczęło musi się skończyć. Ktoś na górze dał nam zielone światło na wykorzystanie tej szansy i my jako dwójka dorosłych osób, która zdecydowała się wychować dwójkę dzieci, musi temu podołać i dać z siebie wszystko, pomimo że bywa ciężko. To wszystko dzieje się po to, aby pokochać i uwierzyć w to miejsce tak samo bardzo, jak w swoje życie. Ten dom to nasza wygrana! 

Jednak momentami jest ciężko na tyle, aby zamarzyć o odpoczynku.










Przeczytaj również

0 komentarze

Facebook

Prawa autorskie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć i tekstu, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.