Wszystko dla miłości

piątek, kwietnia 17, 2015

  Nurtuje mnie pytanie: "Czy podołam?". 
Czy uda mi się utrzymać harmonię przy dwójce małych dzieci, których dzieli dwa lata różnicy?
Do jakiegoś czasu głęboko o tym myślałam w duchu, tak po ciuchu. Swoje przemyślenia kumulowałam gdzieś głęboko w głowie, a łzy bezradności hamowałam i chowałam je bardzo, głęboko w sercu.

 [zdjęcie:TU]
Jestem niepoprawną marzycielką i osobą strasznie wrażliwą, być może dlatego często wydaje mi się, że Nasze życie nie ma prawa przechodzić kryzysu, rozpaczy i złych dni w kalendarzu, który biegnie jak szalony.
Potrafię się uśmiechać i czerpać z życia garściami. Uczę się żyć z pozytywnym nastawieniem na lepsze jutro, a także szanować każdy dzień, jakby miał on być ostatni.
Często znajomi śmieją się, że wszystko mam dokładnie zaplanowane, mój dzień dnia jest zawsze taki samy, a wskazówki zegara przekręcam ręcznie.
 Lubię mieć porządek w codziennym życiu. Plan dnia, który zawsze jest taki sam już dawno nie istnieje i wątpię, aby kiedykolwiek wkradł się do mojego życia.
W czerwcu kończę 24 lata. Są momenty, że czuję się jak nastolatka, która bez skrępowania wybiega na miasto i może podbić cały świat, a czasami jak stara babcina dla której szycie na drutach to jedyna rozrywka dnia. 

 Nowa sytuacja w domu, spowodowana zmianą pracy męża, spowodowała lekkie zawirowanie w mojej osobowości, nawet gdzieś na dnie serca.
Gdy otwieram oczy widzę jedynie przez mgłę jak na szybko piję kawę, a wieczorem ze zmęczenia padamy w trójkę, by mieć siłę na kolejny dzień.
Rodziców mam od siebie oddalonych o 80 km. 
W czwartek rozpoczęłam 31 tydzień ciąży. Wiem, że lada moment będziemy w czwórkę. 
Czy podołam?

 Pola przechodzi ciężki okres, na który jesteśmy wszyscy narażeni. Jej bunt, rozpacz i złość sięga momentami największy poziom.
Do niedawna nie reagowałam, liczyłam w duchu do dziesięciu. Zdarzyło mi się wyjść z pokoju, zatknąć uszy i nie słuchać jej wrzasków. 
Starałam się tłumaczyć, powtarzać i uczyć.
Ostatnio przeszukałam kilka artykułów i sama sobie zadaję pytanie czy takie zachowania, określane jako: "bunt dwulatka" jest pojęciem na każdą złość malucha, poddenerowanie czy też zły dzień? 
Taki bunt może trwać nie tylko w wieku dwóch lat, ale również trzech, czterech czy nawet dziesięciu. 
Bunt dwulatka, bunt pięciolatka, a później bunt nastolatka?
 Próbowałam znaleźć złoty środek, starałam sobie tłumaczyć tą całą agresję, złość z jej strony. 
Doszłam tylko do jednego wniosku, który chyba jest najbardziej racjonalny i słuszny.
Wywnioskowała, że trzeba to wszystko przejść, zmierzyć się z każdym dniem. 
Tu nie chodzi o zaciskanie zębów i wstrzymywanie łez bezradności. Mowa o przyzwyczajeniu się i szkoleniu w sobie pokład cierpliwości, ciepła, która w codziennym trybie życia jest najlepszym dowodem na to, że człowiek może przejść naprawdę wiele. 
Człowiek upada i powstaje.
Z każdym dniem uczę się wewnętrznego spokoju, zaangażowania oraz logicznego myślenia, że takie sytuację i zawirowania dzieją się w co trzecim domu. 

 Bywają dni, że wstaję z łóżka przesuwam nogami, aby jak najszybciej dostać się do łazienki i szybko z niej chcę wrócić. 
Zmęczenie oraz wewnętrzne rozdarcie powoduję, że zabieram ze sobą szczotkę do włosów i przeczesuje włosy na korytarzu, gdzie nie ma lustra. 
Moje zmęczenie oraz ogólny stan w którym jestem powodują u mnie lekkie obawy.
Gdy wieczorem Pola pada ze zmęczenia spowodowanym płaczem w ciągu dnia, ja zastanawiam się czy podołam z dwójką maluchów? 
Wówczas w takich momentach najczęściej mam ochotę rozpłakać się, nie myśleć racjonalnie.  Nie potrafię poskładać tego w całość i przetłumaczyć sobie, że każda kobieta, która chce być matką i kocha swoje dzieci jest w stanie przetrwać wszystko. 
Wszystko dla miłości. 

 Teraz wiem,
że chociaż bywają złe dni, gorsze myśli oraz wkrada się w Nasze codzienne życie bezradność oraz rutyna, trzeba stawić temu czoła!
Walczyć.
Iść do przodu, bez oglądania się za siebie. Bez ciągłej analizy własnego życia i poczucia szczęścia. 
Uwierzyć, że wszystko jest do osiągnięcia i wierzyć, że można to osiągnąć. 
Mieć przy sobie ludzi, którzy Cię wspierają, a czasami stać się ich autorytetem. 
Szanować swoje życie i uczucia, których każdy z Nas uczy się do końca życia. 
Czerpać garściami pokłady cierpliwości i spokoju. 
Zrezygnować z wybuchu złości i negatywnego nastawienia do sytuacji. 
Utwierdzać się z każdym dniem, że nie ma wyjścia bez sytuacji.
Płakać głośno i nie zaciskać zębów. 
Doceniać każdą minutę, godzinę, i być szczęśliwym!
Zrozumieć samego siebie,
wszystko dla miłości.




Przeczytaj również

7 komentarze

  1. Głowa do góry,nie ma rzeczy nie możliwych.Dasz sobie kochana mamo radę,bywa ciężko,będzie nie raz i nie dwa gorzej-ale to się da.Teraz jest Ci ciężej bo brzuszkowy się rozwija,więc jesteś bardziej zmęczona i poddenerwowana.Bunt to niestety stała domena dzieci...jakoś muszą ustalić swoje granice,dać o sobie znać,poznawać świat i mówić o tym czego chcą....a,że my często nie chcemy i co gorsze nie mamy na to czasu...tak po prostu jest i trzeba to przejść.Moje dzieci też są w fazie buntu,Zosia ma 16 m-cy i pełen bunt w każdej z możliwych postaci-łzy jak grochy,kładzie się na podłogę,macha rękami itp.Filip ma 4 lata i stale jest wszystko na na NIE,albo nie lubię,nie chcę,nie będę,jesteś głupi/głupia....jak przystało na przedszkolaka powołuje się na innych i w tej chwili wszyscy są lepsi niż my rodzice.Nie powiem,bywa ciężko,czasem nawet bardzo ciężko ale trzeba sobie poradzić-dużo przytulamy,tłumaczymy,czasem ganimy bo ręcę już opadają.Głowa do góry-dasz radę! jesteś silna i pełna miłości a kto jak nie matka ma sobie z tym poradzić!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cała prawda. .pięknie i mądrze napisane. Tez mam dwulatka w domu i dylemat...odnośnie rodzeństwa dla Synka. Jednak strach mnie przeraża. Czasem ledwo daję radę z jednym Maluchem a jak będzie dwójka? ? Czasem myślę ze lepsze byłoby zaskoczenie..;) bo z drugiej strony bardzo chcę rodzeństwa dla Synka. Myślę że jest nas więcej z takimi przemyśleniami i obawami, jednak mamy w sobie ogromną siłę i moc i damy radę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam ten tekst i trudno mi uwierzyć, że masz zaledwie 24 lata. Twoje refleksje i emocje są bardzo głębokie, z przyjemnością się czyta. Mądry, potrzebny nam matkom tekst. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam 23 lata i w tym roku na świat przyjdzie moje pierwsze dziecko - córeczka. O rodzeństwo dla niej chciałabym się postarać za 2-3 lata. Na pewno będzie ciężko, ale kto da radę, jak nie my? :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiadomo, że się boisz, wszystko co nowe niesie za sobą obawy, ale będzie dobrze. Wiem, że to banalne stwierdzenie, ale tak jest. Po narodzinach drugiego maluszka znajdziesz w sobie jeszcze większe pokłady siły, miłości i cierpliwości. Wiem co piszę. Fi za dwa tygodnie kończy dwa lata, Zosia 4 miesiące, jestem w oku cyklonu i sama się sobie dziwię, że daję radę i potrafię z tego czerpać radość. Ale to jest właśnie fajne, że mimo kryzysów za chwilkę wstaję i lecę dalej.

    Tego i Tobie życzę!!! Powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mądry tekst. Dużo uczuć i ze wszystkimi potrafię się utożsamić. Akurat z mężem przechodzimy ciężki okres i nasze plany co do drugiego dziecka przesunęły się w czasie. I jestem przerażona bo życie właśnie takie jest słodko-gorzkie. Dlatego życzę Ci sił i dużo miłości od rodziny! Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dojrzale piszesz. Zyczę Ci kochana duzo siły, cierpliwości i jak najwięcej chwil wytchnienia.zuza

    OdpowiedzUsuń

Facebook

Prawa autorskie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć i tekstu, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.