Opowiem Wam part III

piątek, marca 13, 2015

Pierwszą część znajdziesz TU

Drugą część przeczytasz TU
W tym momencie zaczynasz czytać część trzecią, ale czy ostatnią?
W tamtej chwili, przed domem myślałam, że rozstałam się ze człowiekiem z którym dzieliłam swój cały świat przez całe 5 lat.
Sądziłam, że gdy zamknę oczy i je delikatnie otworzę przed oczami będę miała swoją miłość, z którą pożegnałam się kilka godzin wcześniej.
Wierzyłam, że już teraz będzie łatwiej i nic nie zniszczy mojego szczęścia. 
Prosiłam, żeby z końcówką stycznia zaświeciło słońce i na chwilę przykryło mój smutek, rozpacz, którą przeżywałam całym ciałem. 

Byłam głupia! Myślałam, że przestanie krzyczeć, pytać i odjedzie.
Nie będzie pytał o nic.
Zostawi mnie w spokoju.
Myślałam, że wejdę do domu, rozbiorę zimową kurtkę, założę ciepłe kapcie na stopy i szybko przedostanę się do swojego pokoju, tak aby rodzicie nie zauważyli, że wróciłam z pracy sama.
Byłam naiwna! 

Krzyczał na środku piaskowej drogi, obok mojej domu.
Jego ton, który wydobywał się będę pamiętać do końca życia. 
Oprócz zmarzniętych stóp nie czułam wtedy nic.
Nie dopuszczałam do siebie jego słów, pytań które przewijały się niczym zepsuta, stara kaseta.
W tamtej chwili miałam ochotę zostawić go na środku drogi, bez odpowiadania na pytania, które zadawał mi od samego wyznania, które kilka minut wcześniej mu oznajmiłam.
Nie czułam swojego sumienia.
Na chwilę odcięłam się od rzeczywistości.
Wówczas myślałam tylko sercem, a serce biło do innego mężczyzny...

Wbiegłam do domu nie ściągając kurtki, byłam pewna, że wchodzę do domu sama.
Myliłam się.
W swoim pokoju odpowiadałam jak zahipnotyzowana na każde jego pytanie.
Wykrzykiwałam, tupając nogami, że mam już stanowczo dość i jedyne o czym marze to zamknięcie się w czterech ścianach. 
Nagle usłyszałam pytanie: - "Kim on jest?"
Odpowiedź przyszła mi tak szybko, jak szybko wkradła się w moje serce miłość.
- "Poznaliśmy się u mnie w sklepie. Jest ode mnie starszy o 17 lat." - odpowiedziałam.
Czułam, że zarówno moja jak i jego skóra przybiera innego koloru, złość sięga totalnego maximum.
Krzyczał, przeklinał.
Już wtedy wiedziałam, że to dopiero początek mojego piekła.
Walczyłam nie tylko ze swoim umysłem, walczyłam za każdego w tej całej rozsypance.

 Ten wieczór był koszmarem dla każdego. 
Moi rodzice, nie chcieli tego zrozumieć. 
Nie mogli się pogodzić z tym, że to właśnie w ostatni dzień roku dowiadują się, że ich córka jest nieszczęśliwa. 
Dopiero wtedy wiedzieli, że to wszystko dopiero się zaczyna, a moje serce rozdarte zostało na kilkanaście części.
Nie myślałam o niczym. Nie chciałam do innego miejsca. W dupie miałam fajerwerki i piękną suknie mamy, którą kupiła na bal i zachwycała się nią od samego rana. 
Nie interesowały mnie argumenty, że to się nie uda i nie ma prawa się udać tylko dlatego, że dzieli Nas różnica wieku.
Jedyne czego chciałam, to znaleźć się w ramionach miłości o którą tak walczyłam...

 Sylwester spędziłam w swoim pokoju z dobrą wódką pomieszaną z szampanem, niestety nie tak jak chciałam.

2.01.2012
 Wróciłam do pracy.
Wyglądałam jak śmierć.
Nie potrafiłam nawet pomalować rzęs po mimo tego, że każdego ranka robiłam to perfekcyjnie. 
Założyłam stare dżinsy na tyłek i dziękowałam Bogu, że te osiem godzin spędzę poza domem.
Dziewczyny wiedziały, że jest coś nie tak. Nie pytały. Zresztą nawet chyba nie byłabym w stanie odpowiadać na ich pytania. Miałam stanowczo już dość!
Sylwester mogłabym nazwać dniem spowiedzi. 
 Wypiłam kilka łyków herbaty, jedzenie stawało mi w gardle.
Po chwili odebrałam sms-a: "Cześć księżniczko. Dojechałaś do pracy? Mogę zadzwonić?"
Poczułam się w końcu wolna, poczułam, że ten telefon uspokoi moje myśli, że to już dobry początek i tak będzie wyglądało całe moje życie.
Rozmawialiśmy długo.
Zadawaliśmy sobie pytania ile jeszcze będziemy żyć cudzym szczęściem, jak długo faszerować się myślami, że pewnego dnia będziemy razem bez tych wszystkich intryg, bez kłamstw.
Chcieliśmy zacząć żyć normalnie!

4.01.2012 
Środa.
Tym razem nie przyjechał.
Miał szkolenie kilkudniowe.
A ja jak zawsze przed godziną 17 zmyłam podłogę, ubrałam się i wróciłam do domu.
Tamtego dnia nie pragnęłam dużo.
Brakowało mi spokoju, oczyszczenia moich myśli.
Brakowało mi jego, jednak w zamian otrzymywałam do późnej nocy kilka nieprzyjemnych sms-ów.
Czytałam każdy ze zrozumieniem i analizowałam swoje życie.
Analizowałam każdą minutę tych 5 lat, które spędziłam jak się okazało z obcym mężczyzną. 

 Miałam wstręt do wszystkiego.
Z dość grubej kulki, która przewijała się przez wąskie korytarzyki w sklepie, było mnie sporo mniej.
Nie chciałam rozmawiać z nikim.
Nie zastanawiałam się nad swoją przyszłością.
Chciałam tylko żyć! 
Tak normalnie.
Żyć miłością bezwarunkową.

7.01.2012 
 Nie chciałam dawać kolejnej  szansy związkowi, który już dla mnie nie istniał.
Nie potrafiłam dać szansy komuś, kto nie starał się aby chociaż przez chwilę ze mną porozmawiać.
Może to śmieszne, jednak w duchu potrzebowałam czystej rozmowy.
Rozmowy bez kłótni i proszenia, żebym się opamiętała i przestała myśleć, że jestem główną postacią w jakiejś bajce.
Ja nie dopuszczałam myśli, że da się to wszystko poskładać na nowo, on, że można zakochać się od pierwszego wejrzenia. 
Tu nie było mowy o stworzeniu atmosfery, która przeniosłaby Nas na chwilę do odbudowania związku.
Ciągłe kłótnie i besztanie z błotem przyprawiały mnie o wstręt do mojego wcześniejszego życia.
Wstręt do związku który nie miał przyszłości.
Po cichu odpisywałam na sms-y informując, że u mnie wszystko dobrze, czuje się dobrze, a moje myśli rozpiera pozytywna energia. 
W duchu czułam się trochę lżej wiedziałam, że dziś wraca ze szkolenia do domu.

8.01.2012 

 Niedziela.
Wstałam bardzo wcześnie, być może nie zmrużyłam nawet oka.
Wiedziałam, że M. jest już w domu, pewnie smacznie jeszcze śpi i jeśli tylko wstanie zadzwoni do mnie i chociaż na chwilę uspokoi moje myśli.
Tamtej niedzieli, czegoś mi brakowało.
Byłam pewna, że zrozumiałam swoje myśli, potrzeby i jestem w stanie wziąć życie w swoje ręce.
Szkoda, że moje myśli nie zaowocowały w czyny.
Schodząc do jadalni, na niedzielne śniadaniem wszystkie oczy były skierowane na mnie.
Nikt nie zadawał mi pytań, czułam jedynie oschłe spojrzenia.
Czułam się niepotrzebna.
Wypiłam ciepłą herbatę, która czekała na mnie przygotowana przez moją mamę i postanowiłam podzielić się tym co czuje.
To był mój pierwszy krok, do nowej miłości.
Po mimo dość szczerej rozmowy, czułam, że mogę zrobić jeszcze więcej! 
Postanowiłam niedziele spędzić tylko z Nim.
Spędzić ten dzień bez ukrywania się, bez kłamstw.
Czułam się wtedy jak mała dziewczynka, która dostaje pozwolenie od swoich rodziców na wyjście z domu.
Pobiegłam na górę, złapałam za telefon i poprosiłam, aby po mnie przyjechał.
Gdy w szybkim tępię zakrywałam fluidem swoje podpuchnięte oczy od łez, otrzymałam sms-a:
"Przyjadę pogadać! Będę za 15 minut!"
 Nie! 
Nie pozwolę zniszczyć tego dnia! Nie chce tego!
Nie będę po raz kolejny czuć się jak opętana. Nie zrobi ze mnie wariatki, która wymyśliła sobie miłość od pierwszego wejrzenia!
Wówczas myślałam, że doskonale sobie z tym wszystkim poradzę, udźwignę to co spadło na mnie jak grom z jasnego nieba.
Moja zwrotna odpowiedź brzmiała: "Mam już dziś plany. Jadę na spotkanie..."
Bardzo szybko nadeszła odpowiedź jak i obrzydzenie: 
"I kur** dobrze! Mam nadzieję, że zakończysz to co sama zaczęłaś!"

Przez chwilę stałam bez ruchu. Pamiętam, że spoglądając w lustro zastanawiałam się, czy to wszystko ma sens i czy na pewno nie jestem wariatką.
Czułam, że wewnętrznie po raz kolejny się topie. 
Mój umysł był w kompletnej rozsypce.
Spojrzałam na zegarek, od mojego telefonu minęło już półtorej godziny.
Wciągnęłam na siebie kurtkę i wyszłam z domu.
Podjechał po mnie z dala od mojego domu.

 Po mimo okropnego poranka, to była piękna, słoneczna niedziela tylko z Nim.
Wymienialiśmy się uśmiechami, ciepłem i rozmową, której najbardziej mi brakowało.
Brakowało mi jego mądrości, jego obecności i zapachu.
Wróciłam do domu przed 20. 
Rodzice nie pytali o nic. Cieszyli się, że jestem już w domu.
Widziałam wewnętrzny uśmiech mojej mamy, która powoli uświadamiała sobie, że jej córka zaczyna kolejny etap w swoim życiu.
Spać poszłam późno. 
Myślami byłam jeszcze z nim, w  myślach tworzyłam wizję nowego życia.
Próbowałam zasnąć, gdy nagle otrzymałam kolejnego sma-a: 
"Jak poszło? Zakończone?!"

 Przez klika kolejnych dni, zadawałam sobie sto pytań do samej siebie.
Oszukiwałam samą siebie.
Nigdy nie czułam w sobie takiego bólu.
Nie pamiętam, aby mój umysł, był w tak kompletnej rozsypce. 
Gdyby ktoś 3 miesiące wcześniej zapytał mnie, jak będzie wyglądać moje życie, byłabym zdziwiona, że można być nieszczęśliwym...
Po 7 grudnia 2011 roku, zastanawiałam się czy w ogóle wiedziałam czym jest prawdziwe szczęście? 
Czym jest miłość i szacunek?
Jak wygląda kompromis dwojga ludzi?
Jak wyglądają poranki i wieczory, w domu gdy dwoje ludzi się kocha?

12.01.2012 
 Czwartek.
Tego dnia przed wyjazdem do pracy, mama poinformowała mnie, że obiad będzie w lodówce i po powrocie muszę sobie odgrzać.
Jej nie będzie. Impreza u siostry w szkole, która potrwa do wieczora. 
Ojca też już nie było, kilka dni wcześniej wrócił do pracy, ponownie na kilka miesięcy.
Wtedy jeszcze nie rodził mi się w głowie żaden plan.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że spotkam się z Nim w sklepie, po mimo tego, że dziś nie środa.
Przyjechał do sklepu.
Tego dnia było bardzo dużo ludzi. 
Nie miałam dużo czasu, a tak bardzo chciałam z nim porozmawiać, po prostu czuć jego obecność.
On również się spieszył. Wstąpił do mnie z trasy i musiał lecieć dalej. 
Zegarek wybijał godzinę 11.

Nawet nie pamiętam abym rozważała wcześniej tą propozycję.
Nie pomyślałam, że mogę tak zaryzykować, a jednocześnie czuć, że moja propozycja poniesie za sobą konsekwencje. 
Zadałam mu pytanie: "Kawa po pracy u mnie?"

 Ja zbladłam, a on bez zastanowienia się zgodził.
Odjechał, a ja do końca dnia byłam tak spięta, że kilka razy pomyliłam się wydając resztę klientom.
Przed 17, zadzwoniłam do mamy upewnić, się czy na pewno jej plany nie uległy zmianie i czy wszystko pójdzie po mojej myśli.
Do domu wracałam swoim błękitnym matizem, który od prędkości podskakiwał niczym galopujący koń.
Wpadłam do domu, poprawiłam włosy i po spaleniu kilku papierosów czułam, że teraz w spokoju mogę czekać na swojego najważniejszego gościa. 
W między czasie odpisywałam szybko na sms-y, w których zasłaniałam się kiepskim samopoczuciem, sprzątaniem domu tak aby przypadkiem ktoś niespodziewany nie złożył mi wizyty, tylko po to, żeby próbować słowami naprawiać ten obsesyjny, chory związek.

 Około godziny 18, podjechał pod mój dom granatowy samochód, z niego do mojego domu szybko dostał się On.
Poprosił o mocną kawę z mlekiem i pozwolił sobie zapalić papierosa na tarasie. 
Gdy on stał na tarasie, ja czekałam aż ta cholerna woda się zagrzeję i będę mogła podać mu kawę, tak, aby jak najszybciej spędzić ten czas sam na sam.
Byłam podekscytowana, że goszczę go u siebie, że spokojnie możemy wypić kawę.
Pokazałam mu Nasz dom i szybko przeszliśmy do salonu, gdzie na stoliku czekała kawa i śmietankowe wafle.
Nie przewidywałam nic złego, byłam pewna, że nic i nikt nam nie przeszkodzi.
Byłam pewna, że moja mama nie wróci szybciej, tym bardziej, że o swoim spotkaniu poinformowałam rodzoną siostrę mamy, która jako jedyna rozumiała mnie bez zbędnych słów i w głębi ducha trzymała kciuki. 
Wiedziałam, że w drzwiach nie zjawi się mój ojciec, no chyba, że momentalnie Paryż przestanie istnieć.
O młodszej siostrze, nie przyszło mi nawet do głowy gdyż wiedziałam, że w tym momencie ona świetnie bawi się na szkolnej imprezce. 
Żadna ciotka, wuj czy też dziadki nie odwiedzali Nas bez wcześniejszego umówienia. 
Jedyne co mnie męczyło, to sygnał w mojej komórce, która ewidentnie przypomniała się żebym odczytała sms-y, które na niej zalegały.
Znałam nadawce tych wszystkich wiadomości. Ba! Treści również przewidywałam.
Przy Nim odpisywałam, że u mnie wszystko dobrze i absolutnie nie potrzebuję towarzystwa. 
W końcu odpuścił.
Mój telefon zamilkł na kilka dobrych minut, a my w spokoju mogliśmy prowadzić rozmowy bez końca.
Czułam się jakbym z tym mężczyzną znała się lata, czułam, że rozumiemy się bez słów i doskonale potrafimy również milczeć w swoim towarzystwie.
Ja opowiadałam mu swoje historię, a On słuchając mnie, delikatnie głaskał moich niesfornych włosów. 
Już wtedy wiedziałam, że urodziłam się po to, aby kochać. 

Czułam się tak normalnie, beztrosko.
Uśmiech nie znikał mi z twarzy, a moje ręce były spocone ze stresu, który wewnętrznie mnie paraliżował.
Żyłam tylko tą chwilą, do pewnego momentu...

 W domu byliśmy sami, lekko zapalone światło od dużej, metalowej lampy oraz dźwięk muzyki, która całkowicie dopieszczała Nasz wieczór.
Dźwięk rozchodził się delikatnie po murach, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi...
Zanim udałam się do korytarza, aby otworzyć te cholerne drzwi, spojrzałam na telefon.
Nic! Zero sms-ów, brak połączeń.
Grochem zasiał.
Gdyby impreza w szkole skończyła się szybciej, bądź z jakichkolwiek przyczyn mojej mamie i siostrze przyszło do głowy, że pora do domu, dawno bym już o tym wiedziała. 
Nie mogłam się dłużej zastanawiać, dźwięk dzwonka zabrzmiał po raz kolejny.

 Moje oczy były tak przerażone.
Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka, a bicie serca zagłuszał mój oddech.
W tamtej chwili, nie pamiętam nawet jak spojrzałam mu w oczy...
Gdy naciskałam klamkę, wiedziałam że to on.
"Świetnie się bawisz?!" - zapytał.
Moja odpowiedź, którą skierowałam do niego była niczym eksplozja, której żadne z Nas się nie spodziewało, odpowiedź która wystrzeliła z moich ust bez głębszego zastanowienia.
"Ciesze się, że jesteś! Poznaj Marka."- odpowiedziałam.

 Zamarłam.
Bałam się, że po wypowiedzeniu zdania mój policzek zarumieni się od męskiej dłoni.
W jego oczach było coś tak przeraźliwie dziwnego.
Te kilka sekund w korytarzu, trwały wieczność.
Wpatrywaliśmy się w siebie kilka minut, gdy po chwili usłyszałam dwa różne męskie głosy.
Zanim zdążyłam przejść z korytarza do salonu, słyszałam na górze latające po pokoju resztki jego ubrań, które szybko znikały na dnie torby podróżnej. 
 Mój najważniejszy gość siedział spokojnie na kanapie w salonie i wsłuchiwał się w słowa, które padały podczas tej tragicznej konfrontacji.
Teraz wspomina, że bardzo czuł się zakłopotany, jednak przez myśl nie przyszło mu do głowy, aby zostawić mnie chociaż na chwilę samą z facetem, który na górze wykrzykiwał i rzucał w mnie słowami poniżej pasa.

 Nie wiedziałam co mam mówić, jak się zachować.
Jak można wytłumaczyć taki skok w bok? 
Przecież nie rzucę mu się na szyję i nie będę go błagać aby nie odchodził.
Nie chciałam tego!
Chciałam aby zabrał do końca swoje rzeczy, wyszedł i nigdy już nie wrócił.
Poprosił o wyrzucenie pierścionka zaręczynowego, a ja wówczas zastanawiałam się dlaczego już wcześniej tego nie zrobiłam?
Czy tak bardzo byłam głupia czy bałam się, że to wszystko pęknie jak bańka mydlana?
Spojrzał mi w oczy, powiedział kilka nieprzyjemnych słów, zabrał swoją torbę.
Schodząc po schodach nie pożegnał się już z moim gościem...

 Od tamtej chwiali towarzyszyła mi złość.
Niesamowity ból oraz obrzydzenie to wówczas towarzyszyło mi po niespodziewanej wizycie, która była przemyślana z okrutną premedytacją.
Nie czułam się podle!
Nie zabolało mnie serce i nawet na chwilę nie przeszło mi na myśl, aby go wtedy na tej górze zatrzymać. 
Czułam się wolna! 
Żyłam już nowym życiem, o które tak bardzo walczyłam.
Marek spokojnie przyglądał się i ocierał łzy, które leciały jak groch po moich policzkach.
Spontanicznie spakowałam piżamkę, ubrania na jutro do pracy, kosmetyczkę i poprosiłam, aby zabrał mnie do siebie na noc.

 Szkoda tylko, że nie widziałam kartki w kalendarzu na jutrzejszy dzień.
13 piątek.
Od tamtej daty moje życie wywróciło się nogami jeszcze kilkakrotnie.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że Marek wyjedzie do Włoch, a ja zostanę sama, jednocześnie z obcym mężczyzną, przez klika dni i przeżyję podwójne wewnętrzne piekło...

cdn.

D.


Przeczytaj również

17 komentarze

  1. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam!!! Chcę więcej! Chce jeszcze tysiąc części !!:****

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurczę! Chcę czytać dalej!!! Kiedy kolejna część? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawno w nic się tak nie wciągłąm ! Jakie to musiały być emocje...

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobną historię przeżyłam 8 lat temu, nie żałuję decyzji bo dzięki temu mam wspaniałego męża i cudownego synka :) znam te emocje, rozdarcie wewnętrzne... Czytając Waszą historię odnajduję w niej kawałek siebie, swojego życia...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham to czytać, po prostu kocham ! Daria jesteś cudowna a tego co teraz masz po prostu Ci zazdroszczę ;) trzymam kciuki taaak mocno ;) buziaki Kochanie;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Szalona ty!!! Mam ciary na całej długości rąk. A może napisz po prostu książkę. Ale nie. Wtedy czekała bym za długo, na następną część :)

    OdpowiedzUsuń
  7. pisanie, jest niesamowitą przygodą:-) W pisaniu można wszystko:-) Gratuluję podjętej drogi, widać, że sprawia Ci frajdę:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. a i zapraszam tutaj. To miejsce tworzone z myślą o ludziach, którzy żyją z pasją, albo dążą do tego: https://www.facebook.com/robakipszczolka

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawie się czytało, czekam na dalszy ciąg :)

    OdpowiedzUsuń
  10. haha ! końcówki to prawie jak w 'modzie na sukces' :D
    wszyscy ciekawi co dalej i nie mogą doczekać się kolejnego odcinka :D :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Czekam na dalszą część :)

    OdpowiedzUsuń
  12. O kurcze ty to potrafisz budować napięcie! Znowu mnie wciągnęła twoja historia i każde słowo chłonę z wypiekami na twarzy... To, że ta historia wydarzyła się naprawdę dodaje jej smaku i niezwykłej atrakcyjności a przede wszystkim pokazuje ciebie. Prawdziwą kobietę, która świadomie zmienia swoje życie i walczy o swoje szczęście. Brawo. Jesteś niezwykła. Dziękuję ci za ten tekst i oczywiście z niecierpliwością czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam i normalnie z Tobą czułam to bicie serca, bałam się że ten eks wpadnie i będzie krzyczał. Wow napięcie rosło. Cudownie, że będzie dalszy ciąg. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Super i czekam na dalszy ciąg !!! I gratuluję odwagi aby zakończyć coś co nie miało szans na dalszą miłość.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jestem pod wrażeniem... piszesz tak, że wciągasz... a rzadko spotyka się to napięcie w pięknie wydanych książkach. Podziwiam i czekam na część kolejną :)

    Pozdrawiam, MG

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeczytałam wszystkie trzy części, czyta się jak bardzo dobrą książkę :) Czekam na część 4

    OdpowiedzUsuń

Facebook

Prawa autorskie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć i tekstu, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.