Taki szpital w Żurominie.

niedziela, sierpnia 03, 2014

 Od 17 roku życia palę papierosy.

Gdy chodziłam z Polą w ciąży miałam przerwę.
Ostanie dni doprowadziły mnie, że w ciągu doby wypaliłam 2 paczki.
Tak! 40 papierosów.

 W środę o godzinie 21.50 moje dziecko zaczęło zachowywać się dziwnie.
Pola nie chciała spać po mimo tego, że w ciągu dnia miała tylko króciutką drzemkę, była osłabiona. 
Wymiotowała.
Do godziny 24.00 zwymiotowała 4 razy.
Bez biegunki z delikatną gorączką.
Tak jak stałam, spakowałam szybko najpotrzebniejsze rzeczy Poli i pojechałam na pogotowie.

 Od środy zadaję sobie pytanie.
A nawet kilka.
Za co my, społeczeństwo płacimy składki chorobowe?
Każdy z Nas dobrze wie, że w XXI wieku, aby zaczerpnąć konsultacji lekarza, wykonać badania, dowiedzieć się o stanie zdrowie trzeba wyciągnąć z portfela grubą kasę. 
Pieniądze na które każdego dnia ciężko pracujemy.
Nie lepiej, wygodniej byłoby zamknąć te wszystkie placówki państwowe i korzystać z gabinetów, szpitali prywatnych?!
Przecież i tak w ostateczności umawiamy się na wizytę i wykładamy grube pieniądze.
Zastanawiające jest także, jak w takich placówkach mogą pracować osoby, które ewidentnie serca nie mają.

 Obecnie przebywam u rodziców. 
Do szpitala mamy jakieś 8 minut samochodem, co daje jakieś 10 km.
Województwo: mazowieckie, Żuromin.




Przybywam na miejsce z wycieńczoną 1,5 roczną Polą, mamą oraz siostrą, która nie chciała zostać sama w domu.
W szpitalu remont. 
Izba przyjęć przeniesiona.
Gdzie?!
Brak informacji. Żadnej kartki. 
Kompletnie nic co doprowadziło by Nas do tej cholernej izby przyjęć!
Po kilku minutach pewna Pani z oddziału rehabilitacji w bardzo serdeczny sposób próbowała udzielić Nam informacji.

 Biegam po korytarzu, pukam do drzwi. 
Nie ma nic, co doprowadziło by mnie do tech cholernych drzwi.
Po pewnej minucie wyłania się kobieta, ruda wredna kobieta!
Osoba, która przyjmuje na izbie i od lat grzeje posadę w szpitalu.
Niemiła! Okropne babsko, które zwyczajnie spało! 
Zamknęła się w tej izbie przyjęć i odsypiała!
Przecież to tylko szpital w którym zgarnia się tą marną pensyjkę i ma się buzię zwieszoną na cały świat!
Najlepiej od razu wejść do takiej Pani z kopertą naładowaną kasą i uwierzcie mi, że Pani będzie od razu uśmiechnięta.
Zresztą!
Nikt nie oczekiwał, aby Pani o godzinie dobrze po 24.00 tryskała energią i uśmiechała się jak głupi do sera. 

 Pola, podczas gdy Pani wpisywała w zeszyt w trybie spowolnionym informację i głupio zadawała pytania, kto jest matką tego dziecka, zwymiotowała ponownie.
 Otrzymując informację zadzwoniła szanowna Pani i poinformowała stanowczym głosem:
- DZIECKO JEST.

Do tej pory słyszę ten ton. 
I wierzcie mi, że proszę Boga, żeby ta Pani przeczytała ten post.
Aby zrozumiała, że człowiek to nie kawał mięsa, którym można pomiatać!
Pracujesz w takiej placówce? Bądź uprzejma i nie lekceważ ludzi, bo jestem pewna, że nie chciałabyś być tak potraktowana!
Dla tej Pani ważniejsze były pytania typu: "Z tym dzieckiem to aż tak dużo osób" od pytania o stan zdrowia tego dziecka!

Przychodzi lekarz.
Młody.
Zaspany.
Wygląda jakby go wypluli.
Gorzej! Wygląda jak kloszard.
Nie przestawia się.
Nie raczy nawet powiedzieć "Dobry wieczór"
Bo po co?!
Przecież to tylko człowiek wykształcony, który zalicza się do osób, które za grosz poczucia ciepła nie ma.
Zbadał Polę, chociaż moim zdaniem to nie badanie.
W dwóch miejscach przyłożył Poli słuchawki do ciała. 
Nacisnął brzuch.
Jako lekarz i osoba, która pracuje i również pobiera pensję nie zmierzył jej nawet temperatury.
Po co?!
Przecież matka ma w oczach urządzenie i bez problemu oceni ile jej dziecko ma gorączki.
Padło jedno pytanie:
-ILE DZIECKO WAŻY?
Pytanie niezbędne, aby poinformować ile Pola ma przyjąć syropu przeciwgorączkowego.
Co Pan doktor stwierdził?
Nie powiedział nic. Przepisał lek przeciwgorączkowy i Lakcid, który przed przyjazdem zdążyłam małej podać. 
Nie wspomniał, że trzeba nawadniać w elektrolity, dużo pić, dieta.
Obserwować, nie martwić się.
Zadałam pytanie:
- Panie doktorze, rozumiem, że Pola nie potrzebuje hospitalizacji?
Otrzymałam odpowiedź.
-NIE!

Wyszłam. Nie powiedziałam dziękuję.
Moje dziecko zwymiotowało kolejny raz w samochodzie.
Bo za co?!
Za co się pytam?
Za życzliwość? Za zrozumienie? A może za pomoc?
Czułam się okropnie.
Byłam zła!
Współczuję dyrektorowi szpitala w ŻUROMINIE, że posiada tak niewykwalifikowaną kadrę lekarzy oraz niemiłych i nadąsanych pracowników.
Jestem wściekła, że NASZE pieniądze lecą do kieszeni takim osobom!
Współczuję dyrektorowi, który otrzymuję wiele takich zażaleń, skarg a nawet dowiaduję się o procesach sądowych.

 Po powrocie Pola zwymiotowała kolejne 2 razy.
Poszła spać około 2 w nocy.
Następnego dnia byłam u lekarza prywatnie.
Otrzymałam diagnozę, lekarstwa.
Otrzymałam życzliwy uśmiech oraz niezbędne informacje.

 Z Polą na dzień dzisiejszy jest dobrze.
Jest pełna sił.
Uśmiechnięta, pogodna.
Wraca jej apetyt, nie gorączkuję.
Wymiotów brak.
Jutro ruszam na badania.

 Wiem jedno! 
Jeśli kiedykolwiek będę musiała udać się do tego szpitala i ponownie spotkać się z Panią, która przesiaduje, a dosłownie śpi w Izbie Przyjęć i lekarzem, który absolutnie wiedzą nie świeci położę się na korytarzu, wyciągnę komputer i kolejny raz opiszę Państwowy Szpital w Żurominie.

** Za błędy wybaczcie.
Nerwy.





Przeczytaj również

0 komentarze

Facebook

Prawa autorskie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć i tekstu, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.