Nasza historia. Dziękuję za uratowanie mojego dziecka!

wtorek, grudnia 17, 2013

  Ciąża rozwijała się prawidłowo, wyniki rewelacyjne, podobno wyniki z krwi bombowe.
[ dumna!]
Częste wizyty w Warszawie , wizyty w MSW, wszystko pod kontrolą, stały kontakt z lekarzem prowadzącym.

  Poli na świat się nie spieszyło.
Z ostatniej miesiączki wychodziło 15.01.2013, z USG różnie.
Ostatnie miesiące ciąży były dla mnie bardzo ciężkie, ból w miednicy, częste odwiedziny toalety, złe samopoczucie, ogólnie nie do zniesienia, litry melisy na dobry sen.
Czekałam tylko kiedy to się zacznie, żeby z górki już było! :D

21.01.2013 r. Matka z M. wybrała się do szpitala do szanownego doktora, rozebrała się, usiadła i czeka...

L: "Trzeba czekać, zaczyna coś się dziać, ale Poli się nie spieszy. Pomasujemy szyjkę macicy i w czwartek się widzimy ponownie. Będzie dobrze!"

Szyja macicy? Czwartek?
Jezusie! Ja już chcę urodzić!
Nie dość, że na walizkach od tygodnia u teściów [ przyszłych] koczuję to jeszcze końca nie widać!

Po wizycie, 100 telefonów z hasłem: " POLA STRAJKUJĘ I MA NAS WSZYSTKICH W DUPIE! "

Wróciliśmy do rodzinki, obiad, leniuchowanie, dobra książka.
Ale coś tak niewyraźnie się czuję, coś mnie boli tu i ówdzie, coś tam chyba się robi.
Ta szyjka się pewnie od masowania poruszyła i szwankuję na całego!
Tak myślę sobie po cichaczu.
Żeby przyspieszyć to trochę po schodach " pobiegam "
A żeby szybciej było! do domu czas wracać!

Wykąpana, z sześcioma karkami książki kładę się do łóżka.
Bez bólu, bez narzekania, że tu mnie łupie a tam boli.
Całkowity luz!
Nawet dostałam pochwalę, że dzielna jestem i za dużo nie truję :)
Książka do końca przeczytana,
M. już dawno drugi bok zaliczył a matka ma w nosie spanie!

24.00- Matka nie śpi.
2.00- Matka na bok się przewala niczym " uwolnić orkę ".
3.00- Matka do łazienki biegnie na setne siusianie.
4, 5, 6,00 - Matka nie śpi!

7.00 Obudziłam się!
Wróć!!
Matka całą noc nie spała!
Matka wstała, do łazienki idzie, żeby włosy doprowadzić do porządku, zęby wyszorować
Matka włosów umyć nie może, bo ledwo co na nogach się utrzymuję, matka upaprana w czymś czerwonym!

Luzik!
Spokojnie!
Easy, easy bo odlecisz!

Za telefon i dzwoni!

L: " P. Dario proszę przyjechać do szpitala. Już do nich dzwonię, będą widzieć co mają robić "

Zaraz, zaraz!
Przecież ja śniadanie zjeść muszę, co mam na głodniaka rodzić, i na drugą dobę czekać, aż coś do ust włożę!
Oh no!

Objedzona, z pomidorem w ręku, wyjechaliśmy.
A, że z Józefowa do Warszawy nie daleko, w niecałą godzinę byliśmy na miejscu!

I się zaczeło...
Pani sala gdzie będziemy rodzić, pani piłka gdzie będziemy skakać, itp.
Oł jeaaa!

Położna: "Do godziny 18.00 na pewno urodzimy!"

Jak urodzimy to urodzimy! Myślę sobie :)

13.00 skaczę sobie taka przyszła mamusia na piłce z lizakiem w ręku! I piszczy, że boli.
14.00 leży sobie matka, nadal przyszła podłączona pod kroplówką i już nie tak spokojnie czeka, i już piszczy z bólu. Cholernie boli!
15.00 Przychodzi sobie Pan doktor do matki, zagląda, zagląda i stwierdza:

L: " Rozwarcie na 6 cm! "
Już nie wytrzymuję! Krzyczę:
" Znieczulenie poproszę! "

5 sekund i 2 anestezjologów wpijało mi się w kręgosłup.
Od tamtej pory mogłam rodzić!
Już nie bolał mnie kręgosłup, pupa, cały brzuch!

Godzina 15.00 czas się ZATRZYMAŁ.
Pamiętam wszystko, jak by to było dziś, jak by to było w tym momencie!

15.15
W pewnym momencie zrobiło się czarno!
Było ich 6, ubranych w białe płaszcze ze słuchawkami na szyi, w oddali wyjeżdżający sprzęt ze znieczuleniem!

Padło hasło!
: " SZYBKO! CIĘCIE! "
nie byłam w stanie zapytać, nie byłam świadoma co się dzieję, dlaczego szybko rozpierają mnie z mojej nowej sexi koszuli i zakładają coś mega białego, zawiązanego do tyłu z wyciętym kołem na samym brzuchu!

Niecałe 2 minuty, leżałyśmy na stole z ekipą wspaniałych lekarzy, którym nie odwdzięcze się do końca życia za to co zrobili!
Za to, że w ciągu paru minut zdecydowali się na cięcie!
Że uratowali moje dziecko przed niedotlenieniem mózgu, a matkę przed psychicznym samobójstwem!
Tętno spadło 2 razy, na 3 podejście już nie pozwolono!

W trakcie cięcia były problemy z wydostaniem Poli, przy takim rozwarciu mała nie chciała skierować się w stronę brzucha!

Ponowne hasło:
- " SZYBKO! LEĆ PO DOKTORA.... "
umarłam, widziałam już tragiczne zakończenie.
widziałam jak siedzę na łóżku z raną na brzuchu bez dziecka!

Zanim, doktor doleciał na salę, Pola była już na zewnątrz!
Nie płakała!
Nie chciała zapłakać, chociaż po cichutku.
Cisza.

Padło ponowne hasło:
- " MOCNO! KLAPSA W PUPĘ! "
...
.......
.........
15.50
WYŁA!!
RYCZAŁA!!
PŁAKAŁA JAK DZIECKO!
JAK NASZE DZIECKO!!

Cała i zdrowa!
10 pkt, na 10!
Zuch dziewczyna, zuch matka!









Szycie. Długie szycie!

Mam nadzieję, że kiedyś ktoś z personelu MSW w Warszawie przeczyta ten wpis i uświadomi sobie z jaką pasją wykonuję swój zawód, że po prostu jest człowiekiem dla drugiego człowieka! 
Z tego miejsca dziękuję każdemu!
Lekarzom, położnej, pielęgniarce, Pani kucharce, która zamiast 1 sucharka przemyciła mi 2! :)

DZIĘKUJĘ! <3



[ matka tworząc zalała klawiaturę... ]

post NIE sponsorowany, MSW nie ufundował mi darmowej kaczki! :D

D.




Przeczytaj również

0 komentarze

Facebook

Prawa autorskie

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć i tekstu, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.